poniedziałek, 04 grudnia 2006
Siergiej Kozłow "Zając, Wiewiórka i zmierzch"

 

 

Zając wrócił do domu, rozsiadł się w fotelu i nie zapalając świec rozmyślał o tym, jak zmierzchali razem z Jeżykiem i Niedźwiadkiem.
"Właściwie - myślał Zając - było całkiem fajnie! Siedzi się i najpierw widać wszystkich, a później - nikogo. Jutro zaproszę do siebie Wiewiórkę i Borsuczka. Zobaczymy, co z tego wyniknie". I zasnął. Z samego rana pobiegł do lasu , żeby zaprosić Wiewiórkę.
- Hej! - krzyknął pod drzewem, na którym mieszkała Wiewiórka. - Hej, hej !
- Czy to mnie wołasz`? - spytała Wiewiórka wyglądając. - Nie wiesz, jak mam na imię ?
- Wiewiórciu! - powiedział Zając. - Chciałbym zaprosić cię na zmierzchanie. Zmierzchałem wczoraj z Jeżykiem i Misiem, a dziś chciałbym z tobą.
- A co będziemy robić'? - spytała Wiewiórka.
- Będziemy zmierzchać.
- Ale jak?
- Usiądziemy w fotelach i będziemy czekać, aż zapadnie noc.
- Przecież ja mogę czekać, aż zapadnie noc, u siebie w domu- powiedziała Wiewiórka.
- Oczywiście, mógłbym przyjść do ciebie - zgodził się Zając. - Ale czy uda mi się wejść do dziupli?
- Nie o to chodzi - powiedziała Wiewiórka. - Źle mnie zrozumiałeś. Po co mielibyśmy razem czekać, aż zapadnie noc, skoro możemy poczekać osobno?
- Jak to, nie wiesz'? - zdziwił się Zając. - Jeśli będziemy czekać osobno, aż zapadnie noc, to nie będzie żadne zmierzchanie, tylko czekanie na noc, rozumiesz?
- Nie za bardzo - powiedziała Wiewiórka. - Ale jeśli masz ochotę posiedzieć ze mną po ciemku, to czemu nie, mogę przyjść.
- Jak sądzisz - spytał Zając - czy zaprosić Borsuczka?
- A cóż miałby robić Borsuczek?
- Zmierzchać razem z nami. - powiedziała Wiewiórka. - Poproś Borsuczka. Co za różnica , ile nas będzie.
- O, nie - odparł Zając. - To bardzo ważne. Najpierw spróbujemy z Borsuczkiem, a później - bez.
- Lepiej od razu spróbujmy bez Borsuczka - powiedziała Wiewiórka. Wtedy na pewno będziemy wiedzieli, czy Borsuczek jest nam potrzebny czy nie.
- Dobrze - zgodził się Zając - zaczniemy bez Borsuczka. Pod wieczór Wiewiórka zjawiła się u Zająca.
- Już za chwilę zapadnie zmierzch - oświadczył Zając. - Pozmierzchamy sobie.
Proszę, siadaj tu, w fotelu, a ja na taborecie.
- Dziękuję - Wiewiórka wdzięcznie odrzuciła ogon i usiadła.
- No - powiedział Zając - zaczynamy.
Rzeczywiście, na ziemię powoli zaczął spływać zmierzch.
- Dobrze ci? - zainteresował się Zając.
- Jeszcze nie wiem. A tobie?
- Cieszę się, że przyszłaś do mnie w gości.
- Ja też się cieszę, że mnie zaprosiłeś.
- Mógłbym poczęstować cię orzechami - powiedział Zając.
- Poczęstuj. Proszę.
Zając przyniósł orzechy, ale Wiewiórka nawet na nie nie spojrzała.
- Czemu nie jesz? - zdziwił się Zając.
- ?śś! - powiedziała Wiewiórka. - Nie można zmierzchać i równocześnie jeść orzechów.
A ja...
- ?śś! - powtórzyła Wiewiórka, przykładając łapkę do pyszczka.
"O co tu właściwie chodzi? - myślał Zając w zapadającym zmierzchu. Jeżyk z Niedźwiadkiem - ?śś! I Wiewiórka - ?śś! Czy zmierzchać to znaczy milczeć?"
- Wiewiórko, ja...
- ?śś! - po raz trzeci powiedziała Wiewiórka.
I tak w ciszy i milczeniu siedzieli, aż zapadła noc.
- No tak - westchnęła Wiewiórka. - licznie dziękuję, Zającu. Bardzo miło mi się z tobą zmierzchało. Gdybyś umiał wspinać się na drzewa, z przyjemnością zaprosiłabym cię do siebie. Wiewiórka wstała i z wdziękiem kołysząc ogonem zniknęła w ciemnościach.

    

Cytat:)

Kobieta jest jak wiewiórka: gryzie najtwardszy orzech pochlebstwa,
wyłuskuje ziarno, a łupinę wyrzuca...

                                     /Aleksander Świętochowski/

Wiewiórka i Orzech

Szła wiewiórka przez las leszczynowy,
Patrzy - koszyczek wśród krzewów, wygląda jak nowy.
Zagląda do środka - szczęśliwe i zdrowe,
Żyją tam pospołu orzeszki laskowe.

Myśli wiewióreczka: dla mnie nic nowego,
Zjadłam wszak niedawno orzeszka pysznego,
Lecz cóż to z koszyczka tak błyszczy, tak mruga?
Czyż mógłby to rudej być najnowszy sługa?

Zerknie wiewióreczka wokoło, w koszyczek,
Oprzeć się nie może, sięgnie - i orzeszek
Wyskoczył z koszyczka do szczęśliwej łapki,
Największej dla niego, w tym lesie, pułapki.

Wyszła wiewióreczka z lasu na polanę,
Ze swoim orzeszkiem. Z błyskotliwym planem:
Zgłodnieć, zgryźć skorupkę, dostać się do niego.
... orzeszek był gorzki, a plan do niczego.

Płacze wiewióreczka już mądra, po szkodzie,
Nie musiałam brać tego, żyjącego w zgodzie
Z swoimi. Był jeden, jakby mniej błyszczący,
Odrobinę mniejszy, opodal leżący.

Dlaczego ten wzięłam, z koszyczka, z rodziny?
Jakby on był tylko w leszczynie jedyny.
Czemu takie rzeczy dzieją się na świecie?
Nie wiem. Choć ... nie wiem, może wy dzieci wiecie?

MusicLib - Muzyk na Bloga